czwartek, 3 kwietnia 2014

3.

Rzeczywistość to dobry horror. Drastyczne sceny nadmiar, agresji, wybuchu złości. Dzisiejszy standard.

Uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia.

Najdłuższa podróż zaczy­na się małym krokiem.

Czas jest szyb­szy od nas. A chce­my jeszcze na­cie­szyć się sobą. A my chce­my jeszcze urodzić się na nowo.

Nie zas­ta­nawiaj się nad tym co będzie jut­ro bo dziś jest chwilą która się nig­dy nie powtórzy .

Są ta­kie chwi­le,że chce się rzy­gać miłością, srać uczu­ciami a słowem "przep­raszam" po­det­rzeć dupę.

Cza­sem słowa­mi przy­tula­my, mus­kając de­likat­nie ucho tra­fiając pros­to w ser­ce a cza­sem drażni­my ra­niąc przy tym bęben­ki uszne wpro­wadzając ser­ce w kołatanie.

Czasami nie chodzi o to, aby zmieniło się na lepsze. Najczęściej chodzi o to, aby zmieniło się na cokolwiek.

Podejrzliwość w stosunku do wszystkich jest męcząca, trzeba komuś ufać, bo trzeba przy kimś odpocząć.

Bolało już samo patrzenie na nią. Bolało też kiedy jej nie widział. Bolało, kiedy o niej myślał. I kiedy starał się nie myśleć. Ale co było trudniejsze, żyć bez niej czy z nią?

Często ludzie wybaczają innym, tylko po to aby tamci wciąż byli cząstką ich świata.

Ktoś kiedyś powiedział, że żegnać się, to jakby trochę umierać. Ten ktoś nie miał racji. Ja cały umierałem. Po raz kolejny.

Wróciłem do domu. Nie wiedziałem, co zrobić z tęsknotą za kimś, kogo się nie pamięta, ani co zrobić z przytuleniem, na które się czeka całe życie.

I chciałabym umieć żyć tak, jak­byś nig­dy nie istniał.

Mo­je oczy nie pot­ra­fią się już śmiać. Us­ta wyk­rzy­wiają się je­dynie w nieok­reślo­nym gry­masie. Pot­rze­ba całej siły wo­li, żeby unieść ich kąci­ki. Ale oczy na­dal po­zos­tają pus­te, cza­sem scho­wane pod zmęczo­nymi i za­puchnięty­mi po­wieka­mi. Sza­re, ma­towe oczy...

Do­piero kiedy po­mogłam wszys­tkim in­nym, zna­lazłam czas, na zajęcie się sobą. Szko­da tyl­ko, że było już na to za późno.

Nie mów mi, że to będzie trwało wie­cznie. Nie mów, że nig­dy się to nie zmieni. Nie obiecuj, że tak zos­ta­nie. Za­parz gorącej her­ba­ty, weź koc i usiądź obok. Uśmie­chem i ra­dością dziel­my się z og­niami tańczący­mi w ko­min­ku. Za­pamiętuj­my kształt i za­pach tej chwi­li. Ko­lek­cjo­nuj­my ko­lej­ne. I nie myślmy o nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz